Problemy Mamy z czasem

Siedzę w wiklinowym fotelu na tarasie, obok wygrzewa się moja kotka Karen, popijam herbatkę „Róża Królowej Zofii” i delektuję się ciszą wokół mnie. Czy taka chwila byłaby możliwa, gdybym była Mamą? W zasadzie wszystkie moje koleżanki, które kończyły ze mną studia, dawno już odprowadzają dzieci do przedszkola. Mnie się jakoś nie spieszy. A może to po prostu obawa przed utratą „chwil takich jak ta”? - Jak Ty to robisz? – spytałam koleżankę z pracy, która jest menedżerem w korporacji i mamą dwójki dzieci. – Bez pomocy niani do młodszej córki i babci do syna nie dałabym rady – stwierdza. - Nigdy nie odbierałam syna z przedszkola, ani ze szkoły - jest rzeczą niemożliwą zdążyć – dodaje ze smutnym westchnieniem. No tak, dziś pracująca mama musi dbać o swoją ścieżkę kariery i jednocześnie nie przeoczyć momentu, kiedy dziecko po raz pierwszy powie „Mama”. Żadna z Mam nie chciałaby chyba, aby te słowa usłyszała niania. Niania zresztą pewnie by się nie przyznała, w obawie przed utratą posady. Młode mamy się bardzo takimi rzeczami przejmują. Popijam dalej herbatkę „Róża Królowej Zofii”, która swym niebiańsko-różanym aromatem przenosi mnie w czasy dzieciństwa. Moja Mama pracowała w państwowej instytucji. Po urlopie macierzyńskim wzięła wychowawczy i potem bez najmniejszego problemu wróciła do pracy, gdzie do końca życia zajmowała to samo stanowisko. Dużo miałam Mamy w dzieciństwie, choć gdy byłam już starsza Mama często wyjeżdżała do ciężkiej pracy za granicę. Gdy dostałam się do szkoły muzycznej, razem z Tatą wyjechała na kilka miesięcy, aby zbierać ogórki. Dzięki tym ogórkom miałam od początku edukacji muzycznej dobre pianino. Ale codziennie skreślałam na kartce kolejny dzień do powrotu Mamy do domu. Tęskniłam. Myślę sobie, jakby to było dziś. Mama ze swoim wykształceniem pewnie zajmowałaby wysokie stanowisko w jakiejś firmie z kapitałem zagranicznym. Mnie nie brakowałoby zabawek i ubranek, ale większość czasu spędzałabym z nianią. A w szkole? Może odrabiałabym lekcje z korepetytorem? Ech... dobrze, że Mama żyła w innych czasach, a ja już dawno dorosłam. - Zaraz chwileczkę! – wtrąca się moja przyjaciółka. – Ja też pracuję w korporacji, ale przychodzi taki moment, że wszystko rzucam, bez względu na telefony szefa i zabieram dzieci na wycieczkę albo na lody, albo na basen! Miejsce nie jest aż tak istotne, co sam fakt, że spędzimy ten czas razem... śmiejemy się, wygłupiamy nadrabiamy zaległości w rozmowach – tłumaczy. Hmm... może jednak nawet pracując w dużych firmach, można mieć czas dla swoich pociech? Coraz częściej w końcu pojawiają się informacje w mediach, że wielkie korporacje coraz lepiej dbają o mamy, wracające z urlopów macierzyńskich. - Jakie prezenty im najczęściej kupujesz – pytam tą, która potrafi rzucić dla dzieci wszystko. – Prezenty.... – zastanawia się. - Są dla nich ważne, ale myślę że jeszcze ważniejsze są te wspólne chwile - to rodzi największą więź między matką a dziećmi i tego nie można niczym zastąpić – odpowiada, odgarniając włosy z bladego czoła i uśmiechając się po ośmiu godzinach telefonicznej obsługi strategicznych klientów firmy. - Uśmiech twojego dziecka jest nagrodą za wszystko – dodaje na koniec, a ja nie mam już żadnych wątpliwości, dlaczego kobiety decydują się na dziecko mimo obaw o rozwój kariery.....

biuro tłumaczeń kraków - pożyczki konsolidacyjne - telewizory plazmowe panasonic - Logo - sony telewizory - lg cocoo - bilety lotnicze - kotły CO - Stomia Sklepy Stomijne - tworzenie stron WWW - wystrój wnętrz - rolety - urządzenia chłodnicze - Autoholowanie szczecin - opony letnie