Ciało zna odpowiedź
Jestem w dużej, ale przytulnej sali w "Centrum Łowicka" w Warszawie na warsztatach dla kobiet "Ciało zna odpowiedź". Słońce niedzielnego popołudnia nieśmiało wkrada się przez szyby umieszczone tuż przy suficie. Razem z kilkoma innymi kobietami próbuję dotrzeć do samej siebie i zrozumieć, czego tak naprawdę potrzebuje moje ciało. Ćwiczenie pierwsze: chodzimy po sali, każda jak chce i gdzie chce, ważne żeby chodzić jak najbardziej zrelaksowanym. Słuchamy muzyki..... Pierwszy szok – zauważam o ile wolniej chciałabym chodzić na co dzień. Stawiam całe stopy na ziemi, co daje mi poczucie bezpieczeństwa i stabilności. W normalnym rytmie dnia biegam, wyprzedzając innych przechodniów, prawie na palcach, żeby szybciej, szybciej..... Ćwiczenie drugie: instruktorka umieszcza na podłodze cztery tablice z napisami: aktywnie, statycznie, w samotności, z innymi. Każda z nas dostaje pisaki i mamy powpisywać wszystko to, co nas relaksuje, żeby bardziej poznać swoje potrzeby. Drugi szok – wszystkie moje sposoby relaksu znalazły się na kartkach „statyczne” i „w samotności”. To się zgadza z tym, że nie lubię hałasu, tłumu, podróży, aktywności. Najlepiej czuję się sama w swoim domku, z kotami, dobrą herbatą i własnymi myślami. Już coś wiem o sobie. Siadamy na podłodze i opowiadamy o pierwszych wrażeniach. Jedna z kobiet mówi, że pracuje w dużej korporacji. – Kiedyś tak jak inni goniłam wskazówki zegara, dziś robię wszystko w takim czasie, w jakim chcę. Patrzą na mnie jak na dziwadło, ale ja się lepiej czuję – mówi. – A ja jestem z siebie dumna, bo wszystkie swoje pasje zamieniłam na pracę. Uwielbiam to, co robię i dostaję za to pieniądze – mówi druga. – Mnie pomaga mówienie do siebie „robię to wystarczająco dobrze” – mówi kolejna. Czuję, że każda z nas ma swój świat stresu i każda próbuje go na różne sposoby okiełznać. Jednym to wychodzi, inne są przemęczone, wylęknione, niepewne. Jedna z kobiet mówi o płaczu. Płacz ją uwalnia. Patrzę na jej twarz.... jest ode mnie starsza. Widzę, że nie ma łatwego życia, ale się nie poddaje. Walczy. Przechodzimy do następnego ćwiczenia: leżymy na podłodze i próbujemy odczuć każdy fragment ciała. Czuję, jak moje plecy „jęczą”, że dźwigają jakiś ogromny ciężar, którego chcą się pozbyć. Muszę coś zmienić w swoim życiu, bo ciało strajkuje. Instruktorka każe nam się przenieść w wymarzone miejsce. Widzę siebie na werandzie przy małym domku. Siedzę na wiklinowym leżaku, obok na stoliku zielona herbatka z opuncją figową. Obok leżą koty. Wiosenne słońce pieści mnie po twarzy. W powietrzu unosi się zapach lawendy i róż z mojego ogródka. Jestem szczęśliwa, bezpieczna. – To wasza kotwica – mówi nasza instruktorka. – Wracajcie tam zawsze, kiedy jest wam źle.... Na koniec tańczymy w kręgu układ, który pokazała nam prowadząca zajęcia. Kiedy kończymy taniec zdaję sobie sprawę, że znów, tak jak w życiu, koncentrowałam się na tym, żeby jak najdokładniej odtworzyć układ ruchów, a nie odpuścić i dać sobie wolność.... Wracam do domu. Dużo się o sobie dowiedziałam. Jestem domowym stworzeniem, które uwielbia ciszę i spokój. To ważna lekcja. Trzeba słuchać swojego ciała. Inaczej całe życie będziemy ze sobą walczyć. Tylko, że wtedy zawsze prędzej, czy później będziemy skazani na przegarną. A przecież do wygrania jest aż tak wiele!