Wszystko przez miodek

Pamiętacie, jak Kubuś Puchatek najpierw wlazł na drzewo, aby wykraść pszczołom ich cenny skarb, po czym próbując je odgonić spadł i na koniec rozpaczliwym głosikiem stwierdził: „Wszystko przez miodek....”? Mnie przydarzyła się historia, którą mogłabym skomentować dokładnie takim samym stwierdzeniem. A było to tak: Pewnego dnia w pracy, jak zwykle było dużo pracy – no jak to w pracy.... Rano zjadłam jedną kanapeczkę – którą przyniósł „Pan Kanapka” (to taki Pan, który codziennie przynosi nam do pracy pyszne kanapki). Kanapeczka dosyć szybko została strawiona przez mój brzuszek i już po godzinie poczułam się głodna. Czemu nic nie zjadłam? – pewnie zapytacie. No, ale nie jest to wcale takie proste, jak się może wydawać. Na dole wieżowca, w którym pracuję, mamy stołówkę wprawdzie, ale po tym, jak raz się tam strułam okropnie, wolę nie ryzykować. Zresztą do dziś się zastanawiam, jakim cudem ta stołówka nadal tam istnieje, skoro tak niedobrego jedzenia ze świecą by chyba na mieście trzeba szukać. Fenomen polega pewnie na tym, że ludzie po prostu nie mają czasu na wychodzenie na lunch, no a jeść trzeba. No właśnie....jeść. Ja jednak wolałam pogłodować, niż skusić się na „stołówkowe specjały”. Nie było oczywiście mowy o wychodzeniu po jedzenie na zewnątrz, bo pracy tyle, że na kolejne kilka dni by wystarczyło spokojnie – jak to przed końcem roku bywa. Przetrwałam jakoś do godz. 17 bez tego jedzenia, ale przypomniało mi się, że muszę coś załatwić w okolicach Starego Rynku. Wymyśliłam więc, że najpierw załatwię swoje sprawy, a potem pójdę do jakiejś miłej knajpeczki, żeby porządnie się najeść. Tak też zrobiłam. Mróz był okropny na dworze, co przy pustym brzuszku wzmagało tylko mój głód. Przypomniałam sobie tego żółtego potworka „Małego Głoda” z reklamy. Mój był zdecydowanie większy. Gdy w końcu, po załatwieniu wszystkich spraw, dotarłam do „miłej, ciepłej knajpki”, Pani oznajmiła mi, że „kartą nie można”. Ok., wróciłam z powrotem do bankomatu przy Banku i z powrotem do knajpki. Wchodząc tam zaczęłam już czuć się trochę „niemrawo” (czytaj słabo). Ale usiadłam w ciepełku i zaczęłam studiować kartę, żeby już za chwilę napełnić mój biedny brzuszek małym co nieco. Pani po mniej więcej 20 minutach w końcu sobie o mnie przypomniała i podeszła. – Poproszę dużo do jedzenia, tę sałatkę.... – zaczęłam, ale Pani przerwała mi brutalnie: - Przepraszam, ale dziś nie mamy nic do jedzenia, bo towaru nie dowieźli – powiedziała miłym głosikiem. Moje „słabopoczucie” na chwilę osiągnęło poziom paniki, ale nie poddawałam się. – To może chociaż mleko z miodem? – zaproponowałam. – Oczywiście, już przynoszę. No, po mleku z miodem na pewno odzyskam na tyle sił, żeby dojechać do domu. Uspokoiłam się. Pani jednak wróciła za chwilkę i oznajmiła: - Chyba mnie Pani dziś przeklnie, ale miodu też nie ma. Ale obok pewnie mają coś do jedzenia, więc może tam coś Pani znajdzie. ....Boże.... kobieto! Tylko, czy ja dojdę do knajpki obok. Dobra, wzięłam się w garść. Wstałam ostrożnie z kanapy, ubrałam płaszcz i udałam się do tej „knajpki obok”. Weszłam tam w nadziei, że już za moment poczuję się lepiej, gdy tylko ciepłe mleko z miodem i co nieco do zjedzenia, zapełnią mój biedny brzuszek. – Mleko z miodem? Nie mamy w karcie, ale oczywiście możemy dla Pani przygotować – Pani wydała się naprawdę miła. Niestety po chwili nastąpiło małe Deja Vu – Przepraszam, ale właśnie sprawdzałam i miodu nie ma, czy podać coś innego? – Tak! Poproszę cokolwiek do zjedzenia i do picia – prawie wykrzyczałam to chyba, bo Pani na mnie dziwnie spojrzała. A ja po prostu już ledwo siedziałam na tej miłej, ciepłej kanapie i było mi coraz bardziej „błogo”. W końcu Pani przyniosła mi trzy parówki posypane papryką (brrr...) za jedyne 12 zł i jajecznicę, którą można by zabić jakieś małe, przechodzące obok zwierzę za drugie 12 zł. Zjadłam, bo nie miałam innego wyjścia. Na szczęście gorąca czekolada okazała się przepyszna. Jednak, zanim wyszłam ponownie na dwór, musiałam tam jeszcze godzinę posiedzieć. Już chyba nigdy nie zapomnę o lunchu i nie przyjdę do tej knajpki. A wszystko przez ten miodek....

uk phone card - zabawki dla dzieci - hosting - przeprowadzki - kenneth branagh - Nokia AKcesoria - legalizacja wag - sale weselne - bhp - praca dodatkowa - lampy włoskie - nagłośnienie imprez - urządzenia chłodnicze - feromony - Klan